Ci dwaj i pierwsi ich następcy mieli jasny sąd, zdawało się, że do zakwestionowania trudny: Sassetta był XV–wiecznym spadkobiercą braci Lorenzettich i zwłaszcza Martiniego (wziął po nim elegancką gotycką kaligrafię, subtelną kolorystykę, tendencję geometryczną, sieneński liryzm, etc), a na florenckie nowinki, realizowane wówczas przez Masaccia i spółkę, gwizdał z wyniosłą nonszalancją, gdyż odrzucił dążenie do iluzji, do złudzeniowego realizmu, woląc kontynuować sieneńską tradycję irrealności, bajkowości, symboliczności i przestrzeni abstrakcyjnej.
Starał się uprawiać naturalizm totalnie, reformując bryłę, kompozycję, głębię reformując wszystko.
Tak, po okresie wpływów Boutsowskich i van der Weydenowskich, sztukę van der Goesa najmocniej „ustawiał” styl van Eycka, choć zawsze będzie brakowało Hugonowi „szczęśliwej, wewnętrznej harmonii tamtego” (P.