I pamiętajmy, że nie mamy prawa wywyższać nad Średniowiecze wieku XX, z jego Apokalipsą, czyli z jego hekatombami „zbiorowych konfliktów”, z jego masowymi eksterminacjami (holocaustami, gułagami „czystkami etnicznymi” etc), z jego epidemiami i z całym tym nieustannym szlachtuzem, w którym każda potworność maleje do rozmiarów wideoklipu. Jego arcydzieła w Sykstynie chciano zniszczyć; szczęśliwie, miast wytynkować lub zeskrobać całość, tylko zamalowano „sprośne fragmenty” (robotę odwalił, na rozkaz kurii, Daniele da Volterra, przezwany „spodniarzem”). A więc: mistycyzm plus świeckość plus drobiazgowy naturalizm plus symbolizm plus doskonały, głęboki pejzaż.