Będę nizał jak paciorki różańców lub kamienie naszyjników eseje życiorysowe, rodzaj „Łysiaków” (studenci i krytycy przezwali tak moje krótkie formy), wieńcząc każdy laurką związaną z moim ulubionym obrazem danego malarza, lub dwiema laurkami dla dwóch obrazów, lub trzema.
Dopiero nowojorska wystawa „Malarstwo epoki Renesansu Siena 1420–1500” (Metropolitan Museum of Art, 1988/89) przypomniała światu, że Szkoła Sieneńska to również Quattrocento i że malarze Sieny z zadziwiającą wiernością, bo przez ponad dwieście lat, uprawiali ten sam tradycyjny, antyrenesansowy styl.
A do Wenecji przywiózł jej sekret Antonello da Messina.