Język stylistyczny Tury wywiera bardzo silne wrażenie, gdyż stanowi coś niebywale indywidualnego, coś oryginalnego nie tylko dla Quattrocenta, lecz dla całego malarstwa Zachodu.
Ten obraz mógłby być ilustracją słów Michała Anioła, który (co zaświadcza Francesco da Hollanda) krytykował malarstwo niderlandzkie jako bardziej pobożne niż religijne, raczej wyciskające łzy z oczu kobiet i mnichów niż kierujące dusze ku wzorom doskonałości.
Wszelako wielkość Mantegni leży nie w tym, i nie w tym, że tworzył pierwsze świeckie portrety zbiorowe, i nie w tym, że pierwszy „przebił” strop freskiem „al di sotto in su” (plafonowy „oculus” w Camera degli Sposi*).