Wrzucam więc i dziś: Figury Giotta to ludzie bardziej żywi niż w „maniera graeca”, ludzie bardziej z krwi i kości, posiadający duszę i nerwy, to nie wycinanki gotycko–bizantyjskie. Drugi to dwie skulone plecami do widza, beztwarzowe postacie, których ból (ból tych milczących, zgarbionych pleców i tej anonimowości) ma ciężar większy niż ból figur o twarzach pełnych łez i grymasów cierpienia. Ta generacja stworzyła w niemieckim malarstwie naturalistyczną przestrzeń i głębię obrazu, dążąc do indywidualizowania postaci.