Cieszył się dobrą sławą za życia i jeszcze długo po śmierci, o czym świadczy łaciński komplement, którym wzbogacono zapewne w XVI wieku grobowiec Martiniego: „Simonowi Martiniemu, najsławniejszemu ze wszystkich malarzy wszystkich czasów”.
Przełożył to na metodę malarską, która wobec zdobyczy późniejszych jest prymitywna, ale wówczas była rewolucyjna: uwzględniając zazwyczaj 45–stopniowy kąt padania światła, malował elementy wypukłe (oświetlone) jasnymi pigmentami, a wklęsłe (ocienione) ciemnymi; lubił przy tym stosować jasne i ciemne tony tego samego koloru.
„Kiedy się to zaczęto? Gdy wygnano pierwsze dzieci z Edenu?” pytałem, mając trzydzieści kilka lat*.