No to proponuję porównać Giottowskie „Opłakiwanie” z bizantyjskim „Opłakiwaniem Chrystusa” w Nerezi. Rzecz prosta naturalizm (zwłaszcza naturalizm detalu) wcale nie był odkryciem stulecia XV, tlił się przez cały czas w Gotyku, uzewnętrzniając słabiej lub mocniej. Ale koniec jest bardzo brzydki: Noemi, świekra, w roli stręczycielki swej synowej; młoda Rut, namaszczona i ochędożona, «odkrywająca przykrycie» starego pijanego Booza (wiemy co ten eufemizm znaczy).