Rozumiem, że pyta Pan: po co ja to robię? Gdybym miał do powiedzenia tylko rzeczy, które już zostały na ten temat powiedziane, nie robiłbym tego, bo byłoby to bez sensu. Nie przeciw jego freskom, gdyż uwielbiam pędzel Giotta, lecz przeciwko interpretowaniu. Widzicie ten ból, ten głód bliski łez w jego spojrzeniu na starca? Czy to znowu „syndrom dziecka złe kochanego”, jak u Mantegni ten ocean niemej prośby o czułość? Stary człowiek, któremu codziennie furkot wypadających włosów przypomina, że śmietnik życia jest już w większym stopniu za nim aniżeli przed nim, widzi tę niemą prośbę, więc emanuje zdwojoną czułość.