Artysta średniowieczny mógł bowiem wprowadzać do jednej sceny wszelkie elementy, postacie i symbole (rzeczy, zjawiska i figury z różnych czasów, z różnych legend, z różnych tradycji i kultur), tymczasem rozwój konwencji naturalistycznej wykluczał takie surrealistyczne koktajle cytatów z rozlicznych bajek.
Powiedziałem, że kobieta na desce „Synagogi” ma twarz cierpiącą, a więc „psychologiczną”, co jest u Szwajcara wyjątkowe.
Spójrzmy na dziewczyny anonimowego Pompejańczyka, Rafaela, Parmigianina, El Greca, Vermeera, Bury’ego, Ingresa, Roberta i Redgrave’a, mające jedną cechę wspólną, cechę, która każdą z nich i wszystkie inne różni od Leonardowskiej „Giocondy”: w oczach prawdziwej „Giocondy” jest wieczność, a w oczach tamtych kobiet tylko kobiecość.