Cóż bowiem było pierwszą zapowiedzią antyiluzjonistycznej swobody pędzli wieku XX? Ostatnie płótna Tycjana? „Preimpresjonizm” Velázqueza, Halsa czy Guardiego? Szaleństwa Magnasca lub Goyi? Nie. Bije z tych obrazów jakieś wizyjne, nieziemskie piękno, wrogie szarpaniu systemu nerwowego widza pędzel Fra Angelico, niczym komunia święta, przynosi ukojenie. Van der Weyden „ubryłowił” te figury przez wspomnianą już rzeźbiarskość.