One zawsze wolą wielkich skurwysynów, brutalnych łotrów, od szlachetnych romantyków i delikatnych harcerzy. Gwałtowne wtargnięcie tego chłopskiego tria w cichą, idylliczną scenę Adoracji jest wejściem prawdziwych chłopów z ich prostactwem, poczciwością i spoconą dynamiką do europejskiego malarstwa. Więc czemu Sigismondo ma taką smutną buzię, i czemu tak trwożliwie szuka dłonią dłoni nieletniego stryja? „Eklezjastyczny łańcuch” jakoś kiepsko mi tłumaczy tę dotkliwą samotność dziecka w rodzinnym świecie.