Święte niewiasty, które wychodziły spod pędzla Martiniego, to typowe „donne angelicate” damy anielskie (raczej przeanielone) czyli takie same, jak Laura idealizowana zakochanym piórem rymopisa w całej serii sonetów. Używając bardziej współczesnego języka można to porównać do teorii kwantów te cząsteczki, vulgo: van Eyckowskie szczegóły, egzystują, lecz są niewidoczne, widać natomiast jedność, którą stworzyły, widać całość. Te dzieci bywały nierzadko mniej realistyczne.