Dzisiaj nikt już w to nie wierzy (aczkolwiek stuprocentowej pewności nie ma), mówi się tylko o współpracy obu Tomaszów. Rzeczona wszechstronność czyni van Eycka numerem jeden XV–wiecznej Europy, zatem słusznie ówczesny włoski humanista Bartolommeo Fazio nazwał go „księciem malarzy naszego wieku” („pictorum princeps”). Będąc malarzem, dworakiem oraz dyplomatą, stał się „człowiekiem światowym”, wszedł w krąg elity społecznej i w orbitę pewnej poufałości z władcą (książę Filip trzymał do chrztu pierworodnego syna van Eycka), poufałości chyba typowej dla stosunków między książętami Burgundii a ich malarzami, jak można wnioskować znając dwór księcia de Berry.