Nikt wtedy tak cudownie nie przedstawiał „świata widzialnego”, nikt tak rewelacyjnie nie bawił się światłem (światłem wchłanianym i odbijanym, a padającym z różnych źródeł), nikt tak odważnie nie piętrzył przed sobą trudności w ujmowaniu tematów i nie rozwiązywał ich tak odkrywczo, niczyje malowidła z owego czasu nie zmuszają tak mocno do kontemplacji i zadumy, co obrazy van Eycka, i nie potrącają równie lirycznych strun, w żadnych innych obrazach warsztat, idea i poezja nie stają się jednością, której nie można już rozdzielić (środek przekazu staje się przekazem).
Zastąpienie wcześniejszych, prymitywnych kilku punktów zbiegu (dla różnych stref lub bloków tematycznych sceny) jednym dla całego malowidła było postępem, lecz Włosi szybko zrozumieli, iż stosując reguły naukowe również nie można kilku punktów zbiegu uniknąć, bo gdy maluje się gmach od strony narożnika (tzw.
Gdy zlecono mu fresk nad drzwiami do kościoła Św.