W tym sensie ci, którzy dali mi kopa, zrobili mi przysługę” („Łysiak na łamach 2”, Warszawa 1993).
Giotto jako pierwszy pokazał nie abstrakcyjną, mitologiczną, odrealnioną wizję eposu Chrześcijaństwa, lecz dał tej wizji krwistość: zrezygnował z ideowo–symbolicznych „rekolekcji” i z ornamentacyjnego przepychu, który był namiętnością sztuki średniowiecznej, prezentując los Chrystusa i Madonny cyklem życiowych zdarzeń, i to zdarzeń tak realnie przedstawionych, że prosty widz mógł je nie tylko kontemplować, mógł się z nimi również identyfikować.
Gdyby nie wykazano, że van der Weyden ruszył do Italii dziesięć lat po namalowaniu „Zdjęcia” przez Włocha, sądziłbym, że zerżnął i tu.